15.03.2015

Rozdział 1



24 czerwca to był dzień, na, który Madeleine czekała z niecierpliwością. Dzień jej ślubu z Matthew. Spotykali się od pięciu lat, a znali od piętnastu. Ich rodziny mieszkały po sąsiedzku. Matt był starszy od niej o cztery lata, lecz to nie stanowiło dla nich problemu. Mimo iż znali się tak długo chłopak zwrócił na nią uwagę, gdy miała piętnaście lat, a on był wtedy w ostatniej klasie liceum. Nikt nie wierzył, że ten związek ma szanse przetrwać. Każdy w mieście uważał, że gdy Harris wyjedzie na studia, zainteresuje się dziewczynami w swoim wieku. Jednak tak się nie stało. Brunet starał się przyjeżdżać w każdy weekend do Northport, aby spotkać się z Maddy. Z czasem odwiedziny były coraz rzadsze jednak oni zawsze mieli kontakt ze sobą, choćby poprzez smsy czy skype. Byli uważani za najpiękniejszą parę w całym miasteczku. Wszyscy zawsze patrzyli tylko na nich. Cudowna Madeleine Williams, córka szanowanego obywatela Lucasa. Najlepsza uczennica i najpopularniejsza dziewczyna w całej szkole. Oraz on, Matthew Harris najlepszy futbolista w drużynie, syn Anne i Richarda, burmistrza Nortport. Przyszły lekarz. Byli zaręczeni od półtorej roku i w końcu dzisiaj nadszedł dzień najbardziej wyczekiwanego ślubu w Northport. Gdy Matt przyjechał w zeszłym roku na święta do domu, Maddy nie była pewna czy ich związek ma jeszcze sens. Ona była w ostatniej klasie liceum i czekała ją matura, a jej chłopak był poważnym studentem medycyny. Chodź on codziennie do niej dzwonił i zapewniał o swoim gorącym uczuciu, ona wiedziała, że coś się zmieniło między nimi. Wtedy brunet zaprosił ją na kolacje do najelegantszej restauracji i w pewnym momencie przyklęknął na jedno kolano i poprosił, aby za niego wyszła. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, jednak nie mogła się nie zgodzić Matthew był jej idealnym mężczyzną. Od tego momentu ruszyły przygotowania do ślubu. Madeleine chciała, aby wszystko było perfekcyjnie przygotowane. Brak matki zastępowała jej przyszła teściowa, dzielnie pomagając rozwiązać wszystkie napotkane problemy. Williams miała mieć cztery druhny, w tym główną druhną miała być jej najlepsza przyjaciółka Reese. Ku niezadowoleniu panny młodej na swojego głównego drużbę Harris wybrał najwierniejszego kompana Christophera. Mężczyźni w szkole zawsze chodzili razem do klasy, a teraz razem studiowali na Columbia Univesity. Maddy nigdy nie lubiła Millsa. Zawsze czuła bijącą od niego niechęć. To on zawsze wyśmiewał się z jej pozycji w szkole, ironicznie nazywając ją królową przy każdym spotkaniu. Wiedziała także, że Chris nigdy nie akceptował jej, jako dziewczyny swojego kumpla. Przy nim zawsze kręciło się mnóstwo dziewczyn, raz nawet z jedną został przyłapany na przerwie w schowku na szczotki. Tylko jeden raz zachował się miło wobec niej. To było przed balem maturalnym. Blondynka zwierzyła się ukochanemu, że jej przyjaciółka nie ma, z kim pójść.  A ona bardzo ubolewa z tego powodu. Livingstone była śliczną brunetką jednak nieśmiałą i trochę fajtłapowatą. To wtedy, zapewne za namową przyjaciela, Christopher zaprosił na bal Reese. Dziewczyna mimo zaskoczenia, była bardzo szczęśliwa, ponieważ obydwaj bruneci byli uważani za najprzystojniejszych w całej szkole.
Gdy przyszła wyznaczona godzina Madeleine wraz ze swoim ojcem, który miał ją poprowadzić do ołtarza oraz druhnami udała się do kościoła. W samochodzie zdenerwowana poprawiła jeszcze suknię i welon, aby narzeczonemu na jej widok zabrakło tchu. Gdy powoli wchodziła do kościoła wsparta na ramieniu ojca wiedziała, że nie mogła wyobrazić sobie piękniejszego dnia ślubu jak ten.  Od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzała Matthew, pragnęła, aby to on został jej mężem. Madeleine podczas całej ceremonii denerwowała się nieobecnym wyrazem twarzy Matta, nie wiedziała, dlaczego on wygląda jakby nie obchodziła go cala sytuacja. Gdy jednak przyszedł czas na składanie przysięgi małżeńskiej nieoczekiwanie odezwał się Christopher.
- Harris jeszcze możesz się wycofać – wyszeptał mężczyzna. Dziewczyna nie rozumiała, o co chodzi. Jej narzeczony wydawał się również zaskoczony jak ona, słowami swojego przyjaciela. Gdy nie odpowiedział, Miller kontynuował.
- Ona tu jest Matty. Wtedy brunet dyskretnie obejrzał się szukając kogoś konkretnego po całym kościele.
- Co się dzieje Matthew? – zapytała cicho blondynka, nie zdając sobie sprawy z całej sytuacji.
- Nie mogę, Madeleine... – powiedział donośnym głosem brunet cofając się o kilka kroków.
- Czego nie możesz? – wyszeptała zdruzgotana Williams, mimo iż domyślała się, o co chodzi.
- Nie ożenię się z tobą. Ani teraz ani nigdy – skończył mężczyzna i wskazał na blondynkę siedzącą w drugim rzędzie. – Kocham kogoś innego.
- Ale jak to? – spytała bezradnie dziewczyna pragnąc się schronić przed ciekawskimi spojrzeniami wszystkich z gości. Nie tak wyobrażała sobie ten najpiękniejszy dzień w życiu. Blondynka, którą wskazał Matt wstała ze swojego miejsca i podeszła do bruneta.  Studentka dostrzegła u niej wyraźnie zarysowany ciążowy brzuszek.
- To jest Vanessa, będziemy mieli dziecko. Madeleine stała nieruchomo bacznie przyglądając się parze, która stała naprzeciwko. Z całej siły starała się zachować obojętny wyraz twarzy, mimo iż jedyne, na co miała teraz ochotę to schować się gdzieś i rozpłakać. Czuła, że wszystkie siły z niej uchodzą i że za chwilę opadnie. Wtedy czyjeś silne ramiona objęły ją i skierowały do wyjścia. Gdy blondynka znalazła się na parkingu uwalniała się z ucisku mężczyzny,
- Nie dotykaj mnie Christopher – wtedy z oczu dziewczyny poleciały pierwsze łzy.
- Odwiozę cię do domu Mad – powiedział cicho brunet.
- Nie potrzebuje twojej łaski i litości. Zostaw mnie w spokoju – wykrzyczała Williams i szybko odeszła z placu przed świątynią. Nie chciała, aby ktokolwiek widział ją w takim stanie. Wciąż nie mogła uwierzyć, jakim cudem nie zauważyła, że jej narzeczony miał kochanką. Jak mogła nic nie wiedzieć? Ciągle nie była w stanie zrozumieć, dlaczego jej ukochany Matt ją okłamywał przez kilka miesięcy. Dlaczego pozwolił, aby doszło do ślubu skoro nie zamierzał go brać? Dlaczego skazał ją na takie upokorzenie?


Blondynka czuła silne jak stal mięśnie Christophera, który całował jej wrażliwą szyję. Czuła jak jego szorstkie dłonie błądzą po całym jej ciele. Chciała zaprotestować, powiedzieć, aby jej tak nie dotykał jednak nie była w stanie. Do tej pory żaden mężczyzna nie obejmował jej z jawnym pożądaniem. Miała dwadzieścia lat i wciąż była dziewicą. Matthew zawsze potarzał jej, że pragnie, aby w noc poślubną była czysta, jednak teraz dziewczyna wiedziała, dlaczego nie był nią zainteresowany. Miał kogoś innego a ona uważała go za prawdziwego dżentelmena. Poczuła jak Chris przestał muskać jej szyję i zdecydowanie obraca ja tyłem do siebie. Jego zręczne palce szybko odwiązały tasiemki gorsetu jej sukni. Po chwili stała już przed nim w samej bieliźnie. Zauważyła jak jego niebieskie oczy ciemnieją z pożądania. Dziewczyna nie była w stanie uwierzyć, że ona też pragnie tego mężczyzny, którego tak nie znosiła odkąd pamięta. Gdy zaczęła odpinać guziki jego koszuli, brunet ujął jej twarz i spojrzał głęboko w oczy.
- Madeleine, na pewno tego chcesz? Jeszcze masz szanse się wycofać. W głowie dziewczyny kłębiło się mnóstwo myśli. Wiedziała, że powinna szybko odejść od Christophera. Inaczej, jeśli zostanie popełni duży błąd. Jednak nigdy nie czuła się tak, jak w tej chwili. Gdy Miller na nią patrzył czuła się piękna i godna pożądania. Czując na sobie intensywne spojrzenie mężczyzny, dokończyła rozpinanie guzików i pomogła ściągnąć mu koszulę.
- Chcę tego Chris - wyszeptała i poczuła na swoich wargach gorące usta bruneta. Jego język coraz głębiej penetrował jej usta, zapewniając rozkoszne doznania. Gładził całe jej ciało a następnie zręcznie rozpiął haftki biustonosza i zrzucił go na podłogę. Ona zarzuciła mu ręce na ramiona, zamknęła oczy i delektowała się jego dotykiem. Przywarła do niego ze wszystkich sił, zaciskając dłonie na jego plecach. Wtedy on ponownie wpił się nabrzmiałymi ustami w jej wargi. Mimo całego upokorzenia, jakie ją dzisiaj spotkało, nagle ogarnęło ją przytłaczające poczucie szczęścia. Nigdy jeszcze nie doświadczała czegoś takiego. Obydwoje w zawrotnym tempie pozbyli się resztki swoich ubrań. Jego ramiona jeszcze mocniej przyciągnęły ją do siebie. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej dzikie i namiętne. Zadrżała z nagłej rozkoszy. Stała drżąc pod dotykiem jego zaborczych dłoni, które z coraz większą siłą przesuwały się po jej delikatnym ciele. Christopher z łatwością uniósł ją w ramionach, skierował się do sypialni i delikatnie ułożył na łóżku. Ich ramiona splotły się w szaleńczym uścisku, a ich ciała połączyły się w niezaspokojonej żądzy.

Witam was bardzo serdecznie. Jest mi bardzo przykro, że musieliście czekać na ten rozdział tak długi okres czasu. Miałam wtedy końcówkę semestru i sesję dlatego tak to się przedłużyło. Mam nadzieję, że do czerwca rozdziały będą ukazywać się w miarę regularnie. Bardzo proszę was o komentarze i szczere opinię. Bardzo chce wiedzieć czy podoba się to co pisze czy nie :) Przepraszam za jakiekolwiek błędy w tekście. Pozdrawiam was i życzę miłego tygodnia. 

2 komentarze:

  1. Witaj bardzo ciekawe opowiadanie, czekam niecierpliwie na nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.
      Bardzo dziękuję za miły komentarz. Cieszę, że podoba ci się to co piszę. Nowy rozdział pojawi się już niedługo, na pewno do końca maja.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Obserwatorzy

Layout by Yassmine